Kto zupełnej jest nadzieje ponad śniegi wybieleje, Krwią najświętszą Twą polany, Jezu kochany! 7. Twoje rany są skarbnicą wszelkiej słodkości, nieskończony, niepojęty upał miłości; lodowate rozgrzewają i kamienne rozpalają serca ludzkie, nasycają i roztapiają. 8. O nadziejo wdzięczna, Jezu, pokutujących! Ksiądz zachęca także dzieci i młodzież z Ukrainy, by przychodziła do cerkwi na katechezę. – Religia prawosławna jest religią miłości, a nie agresji – przekonuje duchowny. W naszych Znajdujesz się na stronie wyników wyszukiwania dla frazy nuty takie jest prawo milosci. Na odsłonie znajdziesz teksty, tłumaczenia i teledyski do piosenek związanych ze słowami nuty takie jest prawo milosci. Tekściory.pl - baza tekstów piosenek, tłumaczeń oraz teledysków. 918 views, 6 likes, 7 loves, 4 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Oprawa ślubów - Kamil Szczepanik: "Takie jest prawo miłości" na ślubie Pauliny i Dawida. Takie jest prawo miłości | "Takie jest prawo miłości" na ślubie Pauliny i Dawida. | By Oprawa ślubów - Kamil Szczepanik Oprawa muzyczna ślubu Kraków 2020.Zachęcamy do subskrypcji kanału, wtedy jako pierwsi usłyszycie nowe wykonania Kasi ️ Jak Ci się podobało to: 👉 ZOSTAW ŁAPK Plik Takie jest prawo miłości nuty.pdf na koncie użytkownika Julian970 • folder Nuty Ślubne • Data dodania: 16 sty 2016 Chwała Bogu za powstanie tej pieśni na modlitwie!Miłość i wolność - dary Pana Boga dla nas, nie do odebrania przez nikogo. Popełnia samobójstwo z miłości. Nie morze pojąć jak ukochana może woleć luksusy od prawdziwej i szczerej miłości. Rany na jego duszy są tak wielkie że nie może zapomnieć o tym co się stało i żyć dalej. Zobacz 3 odpowiedzi na zadanie: Ma ktoś charakterystykę pustelnika z dziadów cz. Wesele Kasi i Zbyszka 26.10.2013r:-) dziękujemy za udostępnienie materiału:-)Oprawa mszy ślubnej.Www.zespolalvaro.pl Chords: Bb, F, C7, Gm. Chords for Najpiękniejsza Piosenka Ślubna - Takie Jest Prawo Miłości | Aga Birecka feat. Yasne Quartet. Chordify gives you the chords for any song sxypscS. 3 sierpnia 2022, 7:52 Zdjęcia domu Iwony i Gerarda z Sanatorium Miłości! Jak mieszka Iwona z Sanatorium Miłości ze swoim ukochanym? Małgorzata KulkaZobacz prywatne zdjęcia domu Iwony z Sanatorium Miłości! Byliśmy w odwiedzinach u uczestniczki Sanatorium Miłości. Iwona z Radomska zaprosiła nas do siebie i pokazała urocze zakątki swojego domu. Uczestniczka programu Sanatorium Miłości ma piękny, zadbany ogród, o który dba samodzielnie. Tak mieszka Iwona z Gerardem! Zobacz prywatne zdjęcia domu Iwony z Sanatorium Miłości! Dom Iwony i Gerarda z Sanatorium Miłości! Jak wspólnie mieszka sympatyczna para seniorów, uczestników z Sanatorium Miłości!Iwona z Sanatorium Miłości, najpopularniejsza uczestniczka drugiej edycji popularnego programu TVP, razem ze swoim partnerem Gerardem pokazali swe przytulne gniazdko. Sami sprawdźcie, jak mieszkają i wypoczywają uczestnicy tegorocznego sezonu programu TVP. Na zdjęciach prezentujemy radomszczański dom i pięknie urządzony ogród kret jest już w komorze startowej. W tym miesiącu zacznie drążenie tuneluŁódzkie. Mikołajki 2020: Prezenty dla dzieci za niecałe 5 złotychPremier na konferencji w Łodzi informował, co zrobić, by się zaszczepić na Covid-19!Panorama Łodzi. Zobacz, jak prezentuje się miastoIwona z Sanatorium miłości pokazała swój dom i ogród. Zarówno w domu, jak i ogrodzie pani Iwony widać artystyczny zmysł i dążenie do perfekcji. Kuracjuszka uwielbia dekorować, a efekty jej działań podziwiają wszyscy Mój ogród jest młody, chociaż niektóre drzewa posadzone były 6-7 lat temu. Cały czas coś dosadzam i sukcesywnie tworzę miejsca, którym nadaję finalny kształt - mówi Iwona Mazurkiewicz, oprowadzając nas po ogrodzie. - Tworząc ogród staram się robić plan, tak by całość łączyła się w krajobraz. Muszę wiedzieć, kiedy które rośliny kwitną, jak duże rosną na jakiej glebie. Cały czas się doszkalam. Kocham spędzać czas w ogrodzie, to maja wielka pasja, zawsze lubiłam "grzebać w ziemi"... i to bez rękawiczek, żeby naprawdę ją poczuć. Uwielbiam sadzić...Ogród Iwony z Sanatorium MiłościOgród Iwony z Sanatorium miłości to prawdziwe zacisze, gdzie można wypocząć na łonie natury w pobliżu lasu. Do odpoczynku zachęcają leżaki, łóżka do opalania, kanapy, hamak i ogrodowy stolik kawowy. W odwiedzinach u Iwony i GerardaJest też duży zadaszony taras, przeznaczony szczególne na spotkania towarzyskie w większym gronie. W miniony weekend odbyło się tu klasowe spotkanie najbliższą niedzielę 6 grudnia zrobimy zakupy. Jest podpis prezydentaCyfrowy paszport zdrowia ma wyciągnąć linie lotnicze z zapaści spowodowanej pandemiąMacierewicz: w Bełchatowie będzie elektrownia atomowaZakaz imprez w domach wszedł w życie. Co wolno, a co jest zakazane?Jestem estetką i dla mnie każdy szczegół ma znaczenie. Wszystko musi być na swoim miejscu. Sprawia mi to ogromną radość, gdy po dniu ciężkiej pracy mogę sobie spokojnie usiąść i cieszyć oczy tym, co mnie MIŁOŚCIBezpruderyjna Iwona z Sanatorium Miłości zachęca do seksu!Iwona z Sanatorium Miłości: Każdy z nas potrzebuje seksu!Książka w prezencie? Świetny pomysłMateriały promocyjne partnera Piękne perfumy w dobrych cenachMateriały promocyjne partnera Zadbaj o zdrowie senioraMateriały promocyjne partnera O Kościele, który potrzebuje sztuki, radości improwizowania i odpowiedzialności artysty mówi Henryk Jan Botor. Szymon Babuchowski: Widzę w Pana twórczości duży rozrzut: od jazzowych początków, przez muzykę filmową, po utwory sakralne. Tych ostatnich jest chyba najwięcej. Czuje się Pan przede wszystkim kompozytorem muzyki religijnej? Henryk Jan Botor: Nie jestem tego pewny. Ostatnio napisałem koncert skrzypcowy dla legendarnej polskiej skrzypaczki Kai Danczowskiej i nie ma tam tematu religijnego. Ale faktem jest, że dużo mam utworów o tej tematyce. Jest mi to bliskie i wynika z mojej natury. W kierunku jazzu nigdy jakoś specjalnie nie szedłem, choć w młodości śpiewałem w zespole jazzowym w Krakowie. Nawet zdobyliśmy wyróżnienie na Spotkaniach Wokalistów Jazzowych w Zamościu. W jury była wtedy Ewa Bem. Występowaliśmy też w Piwnicy pod Baranami. Śpiewał z nami Jacek Wójcicki. Trwało to może ze trzy lata. Później nie bardzo miałem na to czas, więc zrezygnowałem. Równolegle grał Pan inną muzykę? Od samego początku jestem klasykiem. Nawet muzyka do filmów dokumentalnych, którą tworzyłem, bardzo łączy się z klasyką. Nie musiałem się specjalnie przestawiać, żeby się tym zająć. Napisałem np. muzykę do filmu Izabeli Drobotowicz-Orkisz o Jerzym Ciesielskim. Główną rolę zagrał w nim Radosław Pazura. A kiedy zaczęła Pana pociągać muzyka religijna? Dla mnie było to zawsze coś naturalnego. Nie było tak, że człowiek błądził gdzieś w obłokach, a potem się nawrócił. Takie po prostu jest moje postrzeganie świata. A kiedy gra Pan w kościele w duecie z Józefem Skrzekiem – to jest religijne przeżycie czy po prostu koncert? Z Józkiem szukamy obszarów, które nas łączą. Te nasze koncerty są sporadyczne, ale z tego wspólnego improwizowania wychodzi coś ciekawego. On ma swój styl – wyszedł przecież z bluesa i rocka, ale jest mu bliskie także inne brzmienie, nazwijmy je: filmowe. Jego specyficzny język nie jest wcale daleki od klasyki. Lubi eksperymentować z brzmieniami, co mnie też jest bliskie. Takie spotkania dają czasem dobre owoce. Improwizacja jest dla Pana ważna w muzyce? Tak. Tworzenie muzyki na poczekaniu to wielka przyjemność. Uważam, że każdy kompozytor powinien umieć improwizować. Tak jak poeta powinien umieć zaimprowizować wiersz – tak mi się przynajmniej wydaje. Oczywiście później można go korygować. Na koncertach improwizuję w różnych stylach – barokowym, romantycznym czy też we własnym, współczesnym stylu. Jest to taka dziedzina, w której można się podszyć pod jakiegoś kompozytora, zagrać fugę w stylu Bacha albo koncert w stylu Vivaldiego. Co w kompozycji raczej nie jest wskazane – nie ma sensu komponować w stylach epok przeszłych. Ale na czym polega to „podszywanie się”? Stara się Pan wyobrazić sobie, jak dany kompozytor by to napisał? Nie, chodzi raczej o stylistykę danej epoki czy danego kompozytora: połączenia harmoniczne, kontrapunkty itd. Jeżeli kogoś chcemy naśladować, musimy znać jego język. Można to porównać do kopiowania przez malarza jakiegoś obrazu. Robi to, bo ma na to po prostu ochotę. Czyli jest w tym element zabawy? Oczywiście. Nie traktuję tego śmiertelnie poważnie. Raz się improwizuje lepiej, raz gorzej. Nie ma Pan wrażenia, że świat sztuki i sacrum w ostatnich wiekach mocno się rozeszły? Że ideały, które towarzyszyły np. twórcom gotyckich katedr, wydają się dziś odległe? Ten temat podejmował kard. Joseph Ratzinger w książce „Nowa pieśń dla Pana”. Polecałbym ją artystom, szczególnie muzykom związanym z Kościołem. Ten rozdźwięk, o którym pan mówi, można zauważyć już w XIX wieku, a nawet wcześniej. Kompozytorzy zaczęli odchodzić od Kościoła. Być może nie było wtedy wystarczającego mecenatu, dzisiaj zresztą też mamy z tym problem. Muzyka uciekła do sal filharmonii, a w kościołach była pustka, którą trzeba było jakoś zapełnić. Jaki był tego skutek? Proszę popatrzeć na oprawę liturgii Mszy Świętej – jak ona wyglądała w średniowieczu, renesansie, baroku. Dla Kościoła pracowali wtedy kompozytorzy najwyższej miary, o których dzisiaj uczymy się w szkołach. A oni byli kapelmistrzami, dyrygentami, organistami, tworzyli muzykę liturgiczną. Dzisiaj w Polsce powiedzenie o kimś, że jest organistą, budzi raczej niezbyt pozytywne skojarzenia, ponieważ organistami często bywają u nas ludzie niezwiązani silniej z muzyką, amatorzy. Na Zachodzie jest nieco inaczej. Może i jest tam kryzys wiary, ale muzyka w kościołach pozostaje na wysokim poziomie. Odwrotnie niż u nas. Na szczęście to się zmienia, choćby na Śląsku czy w środowisku krakowskim. Są jakieś wzorce, które możemy podpatrzyć? Ideałem oprawy liturgicznej jest dla mnie np. oprawa w katedrze Notre Dame w Paryżu. Organy brzmią tam nowocześnie, ale jest w tym sacrum. Także włoski kompozytor Marco Frisina, twórca pieśni „Jesus Christ, you are my life”, bardzo dobrze komponuje utwory liturgiczne. Kościół potrzebuje sztuki. Dlatego dobrze, że dba się o to, by świątynie projektowali świetni architekci. Natomiast muzykę często się lekceważy. Czuje Pan misję odbudowywania tego związku sztuki i sacrum? Na pewno chciałbym tu dołożyć jakąś cegiełkę. Jeśli się uda – to dobrze. Zajmują się tym także komisje liturgiczne i pewne efekty już widać. Kościół jest takim miejscem, gdzie powinna się pojawiać prawdziwa sztuka, a nie kicz, badziewie. Wystarczy przeczytać objawienia Cataliny Rivas o Mszy Świętej, żeby uświadomić sobie, w jakiej obecności znajdujemy się podczas Eucharystii – Chrystusa, aniołów, świętych. Wobec takiego audytorium nie powinno się grać muzyki z filmu o wampirach. Ma Pan sygnały, że Pana muzyka pomaga ludziom w kontakcie z Bogiem? Zdarzało się, że ktoś mi dziękował za to, że dobrze się modlił. Innym razem ktoś po pogrzebie był wstrząśnięty, nie mógł się uspokoić – tak na niego wpłynęła muzyka. To są świadectwa, że ta muzyka jest potrzebna. Pisał Pan muzykę na jubileusz Jana Pawła II, wizytę Benedykta XVI czy – ostatnio – na Światowe Dni Młodzieży. Praca nad którym utworem była dla Pana największym przeżyciem? Za każdym razem jest to wielkie przeżycie. Szczególnie kompozycje liturgiczne wiążą się dla mnie z wielką odpowiedzialnością. Staram się znaleźć takie środki wyrazu, żeby wierni mogli dobrze przeżywać tę muzykę. Myślę wtedy także o ludziach, którzy nie mają nic wspólnego z klasyką. Odpowiedzialność wynika też z tego, że łatwo możemy kogoś zrazić do klasyki. W liturgii ostatnio propaguje się twórczość z dziedziny rozrywki czy gospel, która ma źródło w kulturze amerykańskiej, niekoniecznie katolickiej. Nie neguję wartości tej muzyki, niektóre rzeczy mi się w niej podobają – ale uważam, że musi istnieć równowaga. Nie możemy spychać organów na bok, bo i tak też się zdarza – że organy grają tylko „amen”, „i z duchem twoim”, a reszta to jest oprawa zespołów. To jest, moim zdaniem, niedobre. Tak samo chorał gregoriański powinien mieć swoje miejsce w liturgii. A tymczasem organami straszy się dzisiaj dzieci w filmach rysunkowych. Kiedy pojawiają się w filmach wampiry, rozgrywa się jakiś horror, zawsze towarzyszy temu muzyka organowa. Potem dziecko przychodzi do kościoła i te sceny od razu mu się przypominają. 9 października w kościele Świętego Krzyża we Wrocławiu miało miejsce prawykonanie Pana symfonii „Ubi caritas”. Co to za utwór? Zamówiła go Fundacja „Pax et Bonum” na Muzyczne Spotkania Kultur w ramach Europejskiej Stolicy Kultury. Zaproponowano mi, żebym stworzył utwór międzyreligijny, w którym pojawi się temat katolicki, protestancki, żydowski. Od siebie dodałem jeszcze temat prawosławny, bo we Wrocławiu znajdują się też takie ośrodki. Zastanawiałem się, jak pokazać wspólną cechę wymienionych wyznań. Znalazłem jedną najważniejszą: miłość do Boga. Podzieliłem utwór na pięć części i każda z nich jest przyporządkowana konkretnej religii. Wykonuje ją chór związany z danym wyznaniem (...), w ostatniej części wszystkie chóry zaśpiewają razem „Hymn o miłości” św. Pawła. To będzie takie ekumeniczne połączenie. Muzyka może być budowaniem mostów? Jak najbardziej! To jest uniwersalny język – zrozumiały niezależnie od wyznania czy pochodzenia. Dlatego może ludzi łączyć. Można przekazać przez muzykę dobro, ale można przekazać też zło, czego przykłady mamy na niektórych koncertach heavymetalowych. Są dwie siły, które ścierają się na tym świecie: dobro i zło, Bóg i szatan. Nie ma trzeciej możliwości. Czuje Pan tę siłę, pochodzącą od Boga, podczas komponowania? Nie wiem. Człowiek częściej znajduje w sobie ułomności. Czasami, pisząc rzeczy liturgiczne, myślę sobie, że jestem mało tego godzien. To już jest sprawa Pana Boga, trzeba to powierzyć Duchowi Świętemu. Dla mnie to jest zawsze zaszczyt. Poprzez muzykę człowiek dotyka zupełnie innego świata, innego wymiaru. Tworząc, sam sobie zadaję pytanie, jak to się dzieje. To są takie rzeczy, wobec których powinniśmy być pokorni. • Henryk Jan Botor Kompozytor, organista, wykładowca Akademii Muzycznej w Krakowie. Mieszka w Tychach. Co stanowi istotę rekolekcji ignacjańskich? Najprościej mówiac, rekolekcje ignacjańskie oparte na "Ćwiczeniach duchownych" św. Ignacego Loyoli są czasem intensywnej modlitwy osobistej podejmowanej w szczególnych warunkach: w oddaleniu od spraw codziennego życia, w całkowitym milczeniu zewnętrznym i wyciszeniu wewnętrznym oraz w stałym kontakcie z doświadczonym kierownikiem duchowym. Siła "Ćwiczeń" nie leży jednak w samej książeczce. Książeczka ta jest małym dziełkiem, napisanym dość chropowatym, choć jednak bardzo precyzyjnym językiem. Św. Ignacy zbyt długo władał mieczem, aby mógł się nauczyć doskonałego władania piórem. Książeczkę "Ćwiczeń" komentatorzy porównują nierzadko do partytury muzycznej. Przeciętny "laik" nie jest w stanie dostrzec piękna w samej partyturze - w kartkach papieru zapisanych nutami, choćby to było najpiękniejsze arcydzieło muzyczne. Aby przeżyć piękno muzycznego dzieła, trzeba je zagrać. Do tego jednak konieczne są odpowiednie warunki: instrumenty muzyczne, sala koncertowa, dyrygent, orkiestra itd. Podobnie jest z "Ćwiczeniami duchownymi". Do ich przeżycia konieczne są także określone warunki. Ile czasu potrzeba na odprawienie rekolekcji ignacjańskich? Jak długo one trwają? Zaznaczmy najpierw, iż "Ćwiczenia duchowne" podzielone są na cztery części, które św. Ignacy nazywa "tygodniami". Czyni tak dlatego, iż rzeczywiście każda z czterech części trwa około tygodnia. W domach rekolekcyjnych, prowadzonych przez księży jezuitów, proponujemy odprawianie w ciągu czterech lat kolejnych tygodni "Ćwiczeń". W ten sposób powstaje spontanicznie "szkoła chrześcijańskiego życia duchowego". Każdy tydzień "Ćwiczeń" odpowiada bowiem kolejnemu etapowi życia duchowego. Aby oszczędzić sobie i innym czasu usiłowaliśmy dawać "krótsze ćwiczenia". Okazało się to jednak niemożliwe. Dynamika chrześcijańskiego doświadczenia duchowego wpisana w "Ćwiczenia" domaga się dla jednej części "Ćwiczeń" około 7 - 8 dni. Jak nie da się zagrać wielkiej symfonii w ciągu pół godziny, ale wymaga ona ściśle określonego czasu, tak jest również z "Ćwiczeniami" ignacjańskimi. Życie duchowe domaga się czasu, podobnie zresztą jak ludzka miłość i przyjaźń. Brak czasu dla osoby kochanej czy dla przyjaciół sprawia, iż miłóść i przyjaźń stopniowo zamierają. W ostatnich latach popularność rekolekcji ignacjańskich wyraźnie wzrasta. Czym to jest spowodowane? Z pewnością istnieje wiele przyczyn. Wydaje mi się, iż wielu ludzi nosi w sobie głębokie pragnienia duchowe, wręcz "głody duchowe", których nie umie zaspokoić - nie wie, co robić, aby rozpocząć głębokie życie duchowe. "Ćwiczenia duchowne" św. Ignacego są bardzo konkretną metodą (sprawdzoną w ciągu 450 lat) realizacji swoich duchowych pragnień. Chciałbym zaznaczyć, że "Ćwiczenia" nie proponują jakiejś szczególnej duchowości w ramach duchowości chrześcijańskiej, ale są narzędziem wprowadzania w życie duchowości ewangelicznej, chrześcijańskiej. Jako jezuici staramy się bardzo, aby nie wprowadzać w duchowość jezuicką, ale w duchowość ewagneliczną. "Ćwiczenia duchowne" św. Ignacego są w jakimś sensie niezależne od zakonu Towarzystwa Jezusowego. Powstały one bowiem jeszcze przezd założeniem samego zakonu. I chociaż zakon Towarzystwa jako pierwszy posługuje się "Ćwiczeniami duchownymi" swojego Założyciela i ceni je sobie jako największy skarb, to jednak nie uważa się on za "właściciela Ćwiczeń". "Ćwiczenia" są darem dla całego Kościoła, a nie tylko dla zakonu. Znakiem tego, że "Ćwiczenia" nie są traktowane przez jezuitów jako własność zakonu, jest fakt, iż udzielamy ich wspólnie z księżmi diecezjalnymi, innymi zakonnikami, z zakonnicami a także z osobami świeckimi. Wielu ludzi boi się "Ćwiczeń" może właśnie dlatego, iż utożsamiają oni duchowość jezuicką z "Ćwiczeniami". Na czym polega wartość "Ćwiczeń" dla zwyczajnego człowieka? Istotą "Ćwiczeń" nie jest bogactwo treści. "Ćwiczenia duchowne" św. Ignacego w zestawieniu np. z dziełami wielkich mistyków hiszpańskich żyjących w tym samym wieku co Loyola, pod względem treści i języka, wypadają bardzo skromnie. Ignacy nie jest genialnym pisarzem mistycznym, ale jest genialnym znawcą człowieka, genialnym metodykiem umiejącym wprowadzić człowieka w życie duchowe. Św. Ignacy jest też mistykiem. Nie jest to jednak geniusz intelektualny, ale "geniusz praktyki" połączonej z "genialną intuicją". Praktyka i intuicja Ignacego posiada jednak głębokie fundamenty w jego studiach odbytych na Sorbonie w Paryżu, w udzielaniu "Ćwiczeń" przez całe dziesięciolecia oraz w jego głębokiej wierności wobec hierarchii kościelnej, szczególnie wobec Następcy św. Piotra. "Ćwiczenia" powstały w okresie Reformacji. Podejrzliwość Inkwizycji Hiszpańskiej była źródłem wielu kłopotów św. Ignacego w okresie kształtowania się metody "Ćwiczeń duchownych". Św. Ignacy był nowatorem w metodzie głoszenia Ewangelii, ale był jednocześnie "tradycyjny" w przekazywanych treściach. Mówi Ojciec, że św. Ignacy był "genialnym metodykiem". Na czym polega ignacjańska metoda "Ćwiczeń"? Ogólnie mówiąc, jest to metoda całościowego, integralnego wprowadzenia w życie duchowe. "Ćwiczenia" podają najpierw bardzo bogata propozycję metod modlitwy. Od najprostszej modlitwy ustnej aż do modlitwy mistycznej, dzięki której chrześcijanin może odkrywać Boga "we wszystkich rzeczach". Modlitwa bowiem, jak każda ludzka działalność potrzebuje swojej metody, choćby najprostszej. Na szczególną uwagę zasługuje metoda codziennego rachunku sumienia ogólnego i metoda tzw. rachunku sumienia szczegółowego; dalej metoda medytacji i metoda kontemplacji ewangelicznej. W uczeniu tych metod św. Ignacy podaje jedynie krótkie uwagi: jak przygotować się do modlitwy, jaką przyjąć postawę ciała, jak rozpocząć modlitwę, jak korzystać ze Słowa Bożego, jak odbyć serdeczny końcowy dialog z Bogiem. Możemy doświadczyć siły metodycznych uwag Autora "Ćwiczeń" tylko wówczas, kiedy je wprowadzimy w życie. "Ćwiczenia" nie są traktatem o modlitwie, ale - używając języka technicznego - "instrukcją obsługi". Kolejną ważną metodą podaną przez św. Ignacego w "Ćwiczeniach" jest tzw. "metoda rozeznawania duchowego". Osoba prowadząca życie duchowe musi nauczyć się rozróżniać "natchnienia" - te pochodzące od Boga od tych, które pochodzą z naszych namiętności i od złego ducha. Metoda rozeznawania duchowego jest koniecznym uzupełnieniem metod modlitwy podanych przez św. Ignacego. Wprowadzanie w życie modliwy domaga się umiejętności rozeznawania duchowego. Z drugiej strony rozeznawanie duchowe możliwe jest tylko w klimacie modlitwy. Inną metodą życia duchowego, którą proponuje nam św. Ignacy w "Ćwiczeniach", jest metoda dokonywania ważnych wyborów życiowych. Dla Autora "Ćwiczeń" wszystkie ludzkie decyzje winny być zawsze szukaniem i znajdowaniem woli Bożej. Szczególnie wówczas, kiedy jesteśmy niepewni siebie i trudno nam jest podjąć decyzję, odprawienie "Ćwiczeń duchownych" z zastosowaniem metody dokonywania wyboru, staje się nieocenioną wprost pomocą. Sposób zastosowania tych metod i ich owoce winny podlegać rozeznaniu duchowemu w kierownictwie duchowym. Stąd też św. Ignacy podaje bardzo wiele cennych uwag dotyczących posługi kierownictwa duchowego oraz sposobów korzystania z niej. Poza tym istnieją rozmaite "reguły" pomagające w porządkowaniu swojego życia: rozdawania jałmużny, funkcjonowania w Kościele, dotyczące jedzenia. Na przykład reguły dotyczące jedzenia w dzisiejszej cywilizacji konsumpcyjnej mogą stanowić ogromną pomoc w uporządkowanym korzystaniu w rzeczy materialnych. Jakie osoby korzystają z rekolekcji ignacjańskich ? Czy można powiedzieć, że są to rekolekcje dla wszystkich, czy raczej tylko dla określonej grupy ludzi? Początkowo myślałem, iż na rekolekcje ignacjańskie winniśmy zapraszać przede wszystkim ludzi młodych, ponieważ oni - będąc u progu życia - najbardziej potrzebują wprowadzenia w życie duchowe. I choć nadal uważam, iż młodzi wymagają szczególnej troski i pomocy Kościoła, to jednak szybko zorientowałem się, że zaproszenie na "Ćwiczenia duchowne" tylko jednej grupy ludzi byłoby niesłuszne i niesprawiedliwe. Rekolekcje ignacjańskie są dla wszystkich. Wiek nie ma decydującego znaczaenia. Jak dotąd najmłodszym uczestnikiem rekolekcji był 16-letni chłopiec, który odprawił je - na swój wiek - bardzo głęboko. Najstarszy uczestnik miał natomiast ponad 80 lat. Po rekolekcjach powiedział, że był to dla niego bardzo piękny czas, ponieważ przygotował go dobrze do śmierci. O wiele ważniejszą rzeczą od wieku jest siła i głębia duchowych pragnień, hojność i otwartość wobec Boga, a także osobiste zaangażowanie w codzienną modlitwę oraz umiejętność wypowiadania swoich przeżyć duchowych. Chciałbym jeszcze zauważyć, iż z rekolekcji ignacjańskich mogą korzystać nie tylko katolicy, ale także chrześcijanie bratnich Kościołów. Kogo jednak Ojciec w sposób szczególny zachęcałby do odprawienia "Ćwiczeń"? Polecałbym je przede wszystkim osobom, które przez pełnienie ważnych funkcji społecznych czy kościelnych posiadają większą odpowiedzialność za innych i trudniejsze zadania do spełnienia. W naszym życiu społecznym czy też kościelnym marnowane są nieraz wielkie energie ludzkie. Zaprzepaszczane bywa nieraz "większe dobro" tylko dlatego, że w naszych ocenach, w podejmowanych decyzjach i innych codziennych działaniach bywamy mało uporządkowani, chaotyczni i nieprzejrzyści. Nieraz wiele sił marnujemy na niepotrzebne konflikty i nieporozumienia, na realizowanie naszych małych ambicji czy kompleksów. "Ćwiczenia" św. Ignacego dają człowiekowi pełniejsze poznanie siebie, dzięki któremu może on uniknąć wikłania swoich namiętności w spełniane funkcje i zadania społeczne czy kościelne. Rekolekcje ignacjańskie polecałbym także ludziom stojącym przed bardzo ważnymi decyzjami życiowymi, szczególnie wówczas, kiedy posiadają trudności w ich podjęciu, np. przed zawarciem małżeństwa, przyjęciem święceń kapłańskich, złożeniem ślubów zakonnych czy też przed podjęciem jakiejś odpowiedzialnej funkcji społecznej lub kościelnej. Wiele naszych życiowych wyborów nie sprawdza się tylko dlatego, że są podejmowane "na własną rękę" bez rzeczywistego szukania Boga i Jego woli. Wspomniał Ojciec, że rekolekcje ignacjańskie dają pełniejsze poznanie siebie. Co tak naprawdę oznacza: poznać siebie? W "Ćwiczeniach" ignacjańskich poznanie siebie oznacza przede wszystkim zobaczenie swojego życia w perspektywie Słowa Bożego. To właśnie dzięki Słowu Bożemu odkrywamy siebie, swoje miejsce w świecie, w Kościele, w rodzinie, we wspólnocie. Siłą "Ćwiczeń duchownych" jest medytacja Słowa Bożego. Zadania "poznania siebie" na poszczególnych etapach "Ćwiczeń" są różne. Na pierwszym etapie rekolekcji ignacjańskich poznanie siebie polega na odkryciu siebie jako dziecka Bożego, które jest kochane miłością nieskończoną i bezwarunkową. Pierwszy etap "Ćwiczeń" pomaga też dojrzeć nieład naszego życia, głębię grzechu i jego niszczącą siłę. Czynimy to w tym celu, aby z pokorą stanąć przed Jezusem ukrzyżowanym i prosić o przebaczenie i uzdrowienie; ponieważ w Jego ranach jest nasze zdrowie (Iz 53,5). Po doświadczeniu oczyszczającej mocy miłosierdzia Bożego w pierwszej części "Ćwiczeń" w dalszych etapach rekolektant szuka intymnego spotkania z Osobą Jezusa, aby móc Go pełniej poznać, pokochać i naśladować. Celem życia chrześciajńskiego jest bowiem nasze upodobnienie się do Chrystusa we wszytskim, także w cierpieniu, śmierci i zmartwychwstaniu. Jakie są najczęstsze reakcje ludzi, kiedy odkrywają trudną prawdę o sobie? Jest rzeczą zadziwiającą , iż poznanie, nieraz bardzo bolesnej prawdy o sobie, o głębi swojego zranienia i grzechu, budzi w człowieku doświadczenie radości, pokoju i nadziei. Kiedy w otwartym, szczerym i serdecznym dialogu z Bogiem człowiek odkrywa siebie, swoje rany i grzechy, wówczas żadna prawda, nawet ta najtrudniejsza, nie przeraża go. I choć nieraz przy tym cierpi, to jednocześnie doświadcza nadziei, uspokojenia i radości. Jezus powiedział: prawda Was wyzwoli. Dzięki kierownictwu duchowemu byłem wiele razy świadkiem prawdziwości tych słów. Najboleśniejszą prawdę o człowieku Bóg odsłania w kontekście swojej nieskończonej i bezwarunkowej miłości. Jaką rolę pełni kierownik duchowy w procesie poznania siebie w rekolekcjach ignacjańskich? Zgodnie z zamiarem św. Ignacego rola kierownika duchowego w czasie rekolekcji jest bardzo skromna i służebna. Ma on stać się przede wszystkim świadkiem działania Bożego w duszy. Autor "Ćwiczeń" bardzo przestrzega dającego rekolekcje, aby nie zachęcał i nie nakłaniał rekolektanta do żadnej decyzji, choćby najpiękniejszej i najbardziej szlachetnej. "Jest rzeczą bardziej stosowną - mówi Ignacy - i o wiele lepszą, aby w poszukiwaniu woli Bożej sam Stwórca i Pan udzielał się duszy sobie oddanej i ogarniał ją ku swej miłości i chwale, a także przysposabiał ku tej drodze, na której będzie mu mogła lepiej służyć" ("Ćwiczenia duchowne", nr 16). Dający rekolekcje z jednej strony winien podać krótko pewne treści do osobistej modlitwy, z drugiej zaś winien pomagać dokonać osobistego rozeznania doznanych przeżyć. Centralnym "punktem odniesienia" dla odprawiającego rekolekcje nie jest kierownik duchowy, ale przede wszystkim Pan Bóg, który działa w duszy poprzez swoje Słowo. Na ile potrzebne jest otwarcie uczestnika rekolekcji przez prowadzącym "Ćwiczenia"? Jak sobie radzić z nieśmiałością w mówieniu o sobie, czy też z poczuciem wstydu? Rozważanie Słowa Bożego otwartym i szczerym sercem naprowadza człowieka na te problemy, które stają się później przedmiotem rozmowy indywidualnej. Św. Ignacy każe kierownikowi duchowemu zachować się bardzo delikatnie i nie wypytywać o sprawy, o których rekolektant nie chciałby mówić. Św. Ignacy wierzył, że jeżeli Słowo Boże daje rekolektantowi siłę do spojrzenia na jakiś osobisty problem, to daje mu również odwagę do mówienia o nim w kierownictwie duchowym. Dobrowolność w korzystaniu z kierownictwa i w wypowiadaniu siebie jest istotnym warunkiem dobrego korzystania z indywidualnej rozmowy z prowadzącym "Ćwiczenia". Jeżeli kierownik "Ćwiczeń" zauważa, iż rekolektant jest nieśmiały czy też nie umie wypowiadać swoich przeżyć, to wówczas zwykle zachęca go do modlitwy o łaskę otwarcia i zaufania. Osoba odprawiająca rekolekcje, otwierając się przed człowiekiem, tym samym uczy się otwierać także przed przed ogiem. Zadaniem kierownika duchowego jest wówczas stanie się znakiem Boga, który słucha, przyjmuje i akceptuje rekolektanta w jego słabości, nieśmiałości i kruchości. Ale ta sama miłość, która przyjmuje i akceptuje, czasami także doradza, napomina a nawet karci. W jaki sposób najlepiej przygotować się do rekolekcji ignacjańskich? Człowiek udający się na "Ćwiczenia" winien wiedzieć, co go czeka i jakie winien spełnić warunki. Domy rekolekcyjne organizujące odprawianie rekolekcji ignacjańskich zwykle bardzo dbają o dobrą informację. Osoba przyjeżdżająca nie może być zaskoczona tym, że wymagane jest całkowite milczenie czy też codzienne indywidualne rozmowy. O tym każdy uczestnik rekolekcji winien być poinformowany wcześniej i potwierdzić, że przyjmuje takie warunki. Ważną rzeczą jest także pogłębianie swojej wewnętrznej motywacji. Im większa szczerość, hojność i otwartość wobec Boga, tym owocniejsze może być odprawienie rekolekcji. Stąd też okres oczekiwania na "Ćwiczenia" winien być czasem modlitwy o hojność, szczerość, otwarcie na Boga i Jego Słowo. Bardzo zachęcamy też do przedłużonej osobistej modlitwy opartej na Słowie Bożym. Będzie to "zaprawienie się" do modlitwy medytacyjnej w czasie rekolekcji. Na koniec pytanie bardziej osobiste. Co Ojciec zawdzięcza "Ćwiczeniom duchownym"? "Ćwiczenia" są moją osobistą drogą do Boga i sposobem służenia innym. Pozwoliły mi odkryć moje własne życie jako wielki bezinteresowny dar, czasami niełatwy, ale zawsze DAR. Doświadczenie miłości Boga przyszło do mnie najpełniej i najhojniej drogą "Ćwiczeń". Ponadto "Ćwiczenia" uczyły i uczą mnie nadal szczerości i otwartości wobec siebie samego i wobec Boga. Ta szczerość i otwartość nie zawsze jest łatwa, ponieważ zmusza do coraz głębszego poznania własnego grzechu, własnej kruchości i własnych zranień. Chociaż spotkałem kilka osób, którym brakowało w "Ćwiczeniach" ignacjańskich obecności Matki Najświętszej, to jednak osobiście odkryłem Matkę Jezusa właśnie dzięki nim. Doświadczyłem, iż sam Jezus ofiarował mi swoją Matkę na "Ćwiczeniach". Zdaję sobie doskonale sprawę, że jest to moja indywidualna droga. Tym, co otrzymałem i otrzymuję nadal dzięki "Ćwiczeniom", usiłuję dzielić się z innymi. z ojcem Józefem Augustynem spotkała się Mariola Komorowska opr. ab/ab PRAWO MIŁOŚCI e-nuty - opracowanie na chór C e1. Kochany bracie, kochana siostro,a dnie wiem kim jesteś, nie wiem gdzie ja chcę dla ciebie poświęcić wszystko,d f Cchcę dać ci Takie jest prawo miłościdktóre dał jest prawo miłości,C Gjest kluczem nieba jest prawo miłości,di jego strzeżmy,Gi miłość wszystkim dokoład F Cze sobą Gdziekolwiek jesteś, skądkolwiek przyjdziesz,na jakiejkolwiek spotkam cię drodze,zawsze otwarte moje ramionaprzygarną ciebie.(autor nieznany) --------------------- OPRACOWANIE NA CHÓR W ŚPIEWNIKU: WIĘCEJ »