Wejście żółtym szlakiem na Skrajny Granat, przejście przez Pośredni, zejście zielonym szlakiem z Zadniego Granatu.-----Inne filmy tutaj: https://www.youtube.
Krótka relacja wideo z przejścia całej grani Orlej Perci w piękne słoneczne popołudnie 28 lipca 2020 .Tego samego dnia zanim udałem się na Orlą Perć zrobiłem
🎥 W tym odcinku przemierzamy jeden z najbardziej znanych i najbardziej niebezpiecznych szlaków turystycznych w Polskich Tatrach ⛰️Oglądany przez Ciebie mate
Wyrusz ze mną na fascynującą wędrówkę górskim szlakiem Orlej Perci w Tatrach. Odkryj niezapomniane widoki, trudności i piękno przyrody. Zanurz się w przygodz
1.8K views, 45 likes, 6 loves, 7 comments, 31 shares, Facebook Watch Videos from Izabela Leszczyna - Poseł na Sejm RP: Wtedy w 1970 r. staniały lokomotywy, dzisiaj olej. Wtedy ludzie pogonili
Foto z trasy - Kuźnice,Zawrat,Krzyżne,Kuźnice 22.VI.2016r.Music used: Shadows of the Mind by Per Kiilstoftehttps://machinimasound.com/music/shadows-of-the-mi
Orla Perć w śniegu i lodzie. Zima w maju – a w dolinach wiosna.Z razu słońce oświetlało wszystko w zasięgu wzroku, potem jeszcze trochę Doliną Gąsienicową pó
Orla Perć - uważana za najtrudniejszy szklak w Tatrach. Początek z Hali Gąsienicowej, dalej przełęcz Zawrat. Kończymy na Granatach i zejście żółtym szlakiem
Jest zawieszona nad przepaścią, opadającą ku Koziej Przełęczy. Gdy się nią schodzi, czuć jak się rusza. Wiele osób na niej utknęło - ze strachu o każdy kolejny krok.
Personel. 9,6. +42 zdjęcia. Obiekt Pałac w Orli – pokoje, restauracja położony jest w miejscowości Koźmin, 19 km od Krotoszyna. Oferuje on restaurację i bezpłatne WiFi. Codziennie rano w obiekcie serwowane jest śniadanie kontynentalne.
wctKmkv. Pogoda ostatnio niezmiennie rozpieszcza. Znowu zatęskniłem za górami, ale Ukochana stwierdziła, że ma już przesyt i mogę sobie jechać sam. Stwierdziłem, że skoro tak, to wyskoczę w Tatry przypomnieć sobie jak wygląda Orla Perć. Kiedyś był to mój ulubiony szlak, niestety w ostatnich latach jakoś tak wypada, że rzadko się tam pojawiam. Postanowiłem poważnie podejść do problemu i nastawiłem budzik na 2:00, co poskutkowało tym, że fotkę rozpoczynającą pod autem w Zakopcu zrobiłem o 4:39, a następnie ruszyłem z buta do Kuźnic. Na dzień dobry wybrałem szlak niebieski przez Skupniów Upłaz, kiedy wyszedłem ponad las zaczynało szarzeć i można było schować czołówkę. Wschód słońca oglądałem jedząc drugie śniadanie na ławeczkach powyżej schroniska. Tam też spotkałem pierwszych turystów, którzy mieli w planie Orlą + Świnicę na początek. Mój plan był zacząć od Przełęczy Krzyżne, iść sobie niespiesznie robiąc dużo zdjęć i skończyć tam gdzie akurat wypadnie - sielanka. Ruszyłem więc całkowicie zacienioną Doliną Pańszczycy, podziwiając pięknie oświetlone szczyty. Dopiero na przełęczy znowu zobaczyłem słońce. W całkowitej samotności rozpocząłem wędrówkę. Początkowo Orlą idzie się jak zwykłym szlakiem. Było cieplutko, bezwietrznie, niskie słońce przepięknie oświetlało góry. Wkrótce pojawiły się łańcuchy. Naprzemiennie, dół i w górę, strome żleby, przepaście. Fajnie się szło, bo zupełnie pusto. Ruch zaczął się dopiero przy Granatach, ale nie jakiś masakryczny. Spotkałem troje turystów, z których spotkałem rano o wschodzie. Szybko im poszło z tą Świnicą. Zażartowałem, że ja też muszę zaliczyć Świnicę, skoro oni dali radę. Całą drogę starałem się dokładnie analizować trudności, żeby wyczaić jakieś odcinki, na które mógłbym zabrać Ukochaną. Niewiele by się tego znalazło, np. od Skrajnego Granatu do Zadniego - co miałem już na oku wcześniej, ale teraz wyczaiłem jeszcze jeden prosty odcinek: wyjść Żlebem Kulczyńskiego na Kozi Wierch i zejść do Piątki. Pozostałe odcinki, niestety nie dla Ukochanej. Na Kozim Wierchu zastanawiałem się co dalej. Teoretycznie szlak robi się jednokierunkowy i nie można zejść na Kozią Przełęcz. Wracać się do Koziej Dolinki trochę mi się nie chciało. Czasowo wyglądało, że mógłbym spokojnie dość nawet do Zawratu i w ten sposób zaliczyć całość Orlej, co było kuszące. Posiedziałem, pojadłem, popiłem, pogadałem z ludźmi, porobiłem zdjęcia. Przekonałem nawet dwóch chłopaków, którzy szli od Kasprowego, żeby się nie napinali, na przejście Orlej do końca. Jeden czuł się mocny i kozaczył przed drugim, że do 19:00 dojdą na Krzyżne, najtrudniejszy odcinek za nimi, za za Granatami nie ma już łańcuchów. Uświadomiłem, że są... dużo łańcuchów. W końcu zdecydowałem się pójść pod prąd. Wiem nieładnie, ale przepuszczałem wszystkich, co jeszcze bardziej spowolniło moje i tak wolne tempo. Faktycznie odcinek Kozi - Kozia można uznać za najtrudniejszy kawałek Orlej Perci, ale widoki w stronę Świnicy wynagradzają wszystko. W okolicach Koziej na szlaku było już bardzo mało ludzi. Na dodatek odniosłem wrażenie, że ci którzy tutaj jeszcze są, bardzo tego żałują. Chłopak z dziewczyną, on klnie na czym świat stoi, żali mi się: "rozjebałem zegarek, rozleciały mi się adidasy", co za skurwiel wymyślił te łańcuchy!", "pierwszy raz na orlej?" pytam... "tak, pierwszy i kurwa ostatni". Kawałek dalej słyszę, że się pokłócili, tak na serio. Dziewczyna zaczęła śmigać po łańcuchach w górę, a on stał i rzucał za nią kurwami. Od Koziej do Zawratu nie ma już nikogo na szlaku, więc poruszam się dość szybko. Jednak coraz częściej myślę o Świnicy - wszystko przez tych spotkanych po drodze i mój rzucony na Granatach żart. Na Zawracie jestem 17:15, tabliczka pokazuje 2h do Murowańca, czyli zdążyłbym tam zejść przed zmrokiem, a potem z czołówką do Zakopca. Ostatnie spojrzenie na góry. Słońca pod wieczór coraz więcej. Piękny byłby zachód na Świnicy. No ale brakło czasu. No jak to, kurde... mnie brakło czasu? Sam idę i nie zdążyłem? Co jest ze mną nie tak starość? Nie no, jakbym poszedł na dół, to niskie morale by mnie dobiło. Idę na Świnicę Dosłownie moment i już jestem. Powietrze mocno nieprzejrzyste, ale jest dobrze Jem sobie kolację. Na kolację miałem dokładnie to samo co na obiad i śniadanie Na szczycie jest jeszcze gościu z mamą, mają nocleg w Piątce. Zbierają się, zostaję sam. W końcu i ja się zbieram i nagle szok. Na szczyt wychodzą chłopaczek z dziewuszką. Bardzo młodzi, 15-16 lat na oko. Wychodząc na górę minąłem ich 5 minut przed szczytem. Wyglądało na to, że oni te 5 minut robili w pół godziny. Dziewuszka ma bardzo niewyraźną minę, jakby się miała rozpłakać. Chłopaczek rozgląda się dookoła i pyta "czy wie pan, którędy schodzi czerwony szlak na dół?". Odpowiadam, że dokładnie tak jak wyszli, rozwidlenie do Świnickiej Przełęczy jest trochę pod szczytem i pokazuję palcem. Dziewuszka patrzy przerażona, na łańcuchy, po których przed chwilą tu weszła i mówi, że tędy nie zejdzie. Stoimy tak we trójkę, chłopaczek mówi, żebym szedł przodem, a oni jakoś powoli dadzą radę. Idę, ale w głowie mam milion myśli... Przecież nie można ich tak zostawić? Czy mają chociaż czołówki? Jedzenie, picie, coś więcej do ubrania? Stanąłem na rozwidleniu, patrzę wstecz - oni ciągle na górze, zaplątani w łańcuchy, dziewuszka trzyma się kurczowo rękami i zębami, chłopaczek ciągnie ją za nogę w dół. Na szczęście objawił się jakiś koleś. Zamieniłem z nim parę słów, zamierza nocować na szczycie, ma porządny sprzęt foto, nastawia się na fotografowanie zachodu i wschodu. Pojawia się jeszcze para, przygotowana na biwak w namiocie. Idą na zachód na szczyt, a potem rozbiją się gdzieś niżej. Z ulgą pozostawiam młodych pod ich opieką i postanawiam ratować siebie. Dzień kończy się piękną grą światła. Powrót idzie mi dobrze. Jestem już przy schronisku. Zmęczony ale zadowolony z siebie. Spotykam chłopaków, którym na Kozim uświadamiałem trudy parcia na Krzyżne. Okazało się, że dopiero po 18:00 byli na Skrajnym Granacie i mając w głowie moje ostrzeżenia zeszli w dół. Razem schodzimy do Zakopanego rozmawiając o górach. 21:30 jestem przy aucie. Przed północą w domu. Warto było Jeżeli komuś mało zdjęć to link do sporej galerii tutaj: Ogólnie zrobiłem 364 zdjęcia (takie, które zostają), a migawka klapneła mi 1436 razy... to chyba mój jednodniowy rekord, ale wycieczka była długa - 17 godzin, to chyba też nowy rekord
Tatrzański sezon w pełni, więc nie dziwota, że ostatnio dostaję mnóstwo prywatnych zapytań o Orlą Perć. Na wstępie odsyłam Was do artykułu Orla Perć, w którym odniosłam się do trudności tego szlaku, zawarłam kilka istotnych informacji, a przede wszystkim umieściłam linki do skrupulatnych opisów poszczególnych odcinków. Każdy kto planuje wybrać się na Orlą, właśnie tam znajdzie przebieg trasy oraz zdjęcia trudności. Tym razem wgryzę się w temat od innej strony. Postanowiłam przypomnieć sobie pierwsze zmagania na podniebnej ścieżce i pokazać Wam Orlą Perć moimi oczami. Z pierwszym wyjazdem w Tatry nawet nie śniło mi wejście w rejon Orlej Perci. Jak to do żółtodzióba, docierały do mnie jedynie szczątki informacji, czasem dosyć przerażające. Wiedziałam, że tam wysoko, że bardzo trudno, że są przepaście, straszliwe łańcuchy, jakieś drabiny i w ogóle tam wypadki i trupy się ścielą. Nazwy typu „Honoratka, Żleb Drege’a, czy choćby Kozie Czuby były mi zupełnie obce. Zajęłam się tym, co początkującemu uchodzi. Na pierwszy ogień poszedł Karb, potem Czarny Staw pod Rysami i spacer do Piątki przez Świstówkę, Czerwone Wierchy z Kasprowym, Droga nad Reglami, Rusinowa z Gęsią Szyją, Nosal z Kopieńcem, Giewont oraz jaskinie w Dolinie Kościeliskiej. Całkiem ładnie jak na pierwszy raz, co nie? I Giewont i jaskinie robiłam w warunkach mocno deszczowych. Ani mi było trudno, ani straszno, co jedynie ślisko i upierdliwie. Już wtedy wiedziałam, że chcę i mogę wyżej. W drodze na Karb. Pierwsza wycieczka w Tatrach ever. 😀 Dawno temu na Giewoncie. Chodziło się kiedyś po Tatrach w jeansach, oj chodziło. 😉 Kolejny wyjazd był krótki, dodatkowo okrojony przez niesprzyjające warunki, ale udało mi się wdrapać na Szpiglasowy i Świnicę od Świnickiej Przełęczy. W skałach czułam się swobodnie, więc w naturalny sposób zaczęłam interesować się tym, co w Tatrach najtrudniejsze. Oczywiście oznakowane i najtrudniejsze. Dziabnęłam Nykę, przewertowałam Internety, oswajałam się ze zdjęciami, opanowałam topografię i przygotowałam plan ataku. Żleb Blatona – podejście na Świnicę Wertując blogi i górskie fora natrafiłam na wiele opinii, że ignorancja w górach potrafi doprowadzić do nieprzyjemnych sytuacji. Przyznam, że nie chciałam być jedną z tych ofiar losu, które wyrwały się na szlak będący ponad ich siły i zmuszone były zeń schodzić z pomocą ratowników. Czułam, że podołam wyzwaniu, ale równocześnie miałam świadomość, że moje górskie doświadczenie jest krótkie i może jednak zbyt wątłe, by porywać się na Orlą Perć. Świnica Na trzecim tatrzańskim wyjeździe postanowiłam raz jeszcze sprawdzić się na Świnicy, tym razem idąc z Hali Gąsienicowej przez Zawrat. Na przełęcz wlazłam bez problemów, tzw. „Mała Orla Perć” też poszła jak z płatka, zatem następnego dnia byłam gotowa stanąć oko w oko z legendą. Dla pewności (ależ ja wtedy byłam asekurancka) obrałam za cel najłatwiejszy odcinek graniówki – od Koziego Wierchu po Granaty. Cała trasa tego dnia prezentowała się tak: ZAKOPANE – PALENICA – DOLINA PIĘCIU STAWÓW – KOZI WIERCH – PRZEŁĄCZKA NAD BUCZYNOWĄ DOLINKĄ – ZADNI GRANAT – POŚREDNI GRANAT – SKRAJNY GRANAT – HALA GĄSIENICOWA – KUŹNICE – ZAKOPANE Wycieczka rozpoczęła się piękną panoramą Orlej Perci (z Kościelcem gratis, po prawej). A wiecie skąd taki widok? Z Równi Krupowej! 😀 Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Szlak z Piątki na Kozi Wierch prowadzi łagodnym, południowym stokiem góry i polega na mozolnym zdobywaniu wysokości. Dopiero pod samym szczytem ścieżka robi się mniej dogodna, ale dla nikogo nie powinna stanowić większych problemów. Samo podchodzenie nie utknęło mi w pamięci jakoś szczególnie, za to widok z Koziego już tak. Chmury nieco popsuły ten spektakl, ale miejsce i tak mnie głęboko oczarowało i do dziś twierdzę, że to jedno z najpiękniejszych miejsc widokowych w Tatrach. Podejście czarnym szlakiem na Kozi Wiech Z jednej strony hipnotyzują Tatry Wysokie ponad Doliną Pięciu Stawów, a z drugiej otoczenie Doliny Gąsienicowej. Znakomicie widać też lwią część samej Orlej Perci z przykuwającym wzrok zejściem z Kozich Czub. W oddali majaczą sylwetki Tatr Zachodnich. No baja. Widok na dalszy odcinek Orlej, w kierunku Granatów. Zejście z Kozich Czub, w tle Świnica. Pamiętam, że wtedy wybełkotałam coś w stylu: „O ja pier***ę! W życiu tędy nie zejdę! Mowy nie ma. Nie mam zamiaru się zabić. Po roku zlazłam… 😀 Wodospad Siklawa Baję trza było zostawić i w końcu zmierzyć się ze słynną percią. Problem w tym, że fragment szlaku od Koziego Wierchu nijak się ma do legendy, ot trawers poniżej grani wśród skał. Większych emocji dostarcza dopiero widowiskowa Przełączka nad Buczynową Dolinką, która na stronę Pięciu Stawów obrywa się niezłą lufą. W drugą stronę wcale nie jest przyjemnie, a bo właśnie z przełączki opada Żleb Kulczyńskiego, znany ze swojej uciążliwości. Przy suchej skale nie jest nie wiadomo jak trudny, choć przy potknięciu idzie się poturbować na skałach, zwłaszcza, że żleb daje całkiem obiecujące możliwości sturlania się aż na dno Koziej Dolinki… Pamiętam, że schodziłam „Kulczykiem” bardzo ostrożnie i pamiętam jak bolały mnie kolana. Co tu dużo gadać – było stromo i niewygodnie. Na przełączce 🙂 Żleb Kulczyńskiego Zbliżenie na Kozi Wierch, Kozią Przełęcz Wyżnią i Kozie Czuby Wkrótce opuściłam Żleb Kulczyka (w dół zbiega czarny szlak do Koziej Dolinki) i po krótkim trawersie stanęłam u stóp komina pod Czarnym Mniszkiem. To był mój moment prawdy. Naczytałam się opinii, że to najtrudniejsze miejsce tego odcinka, przeglądałam też mnóstwo zdjęć, na których komin dęba staje. Ejże? I tym kominem naprawdę da się wejść? Ano da się. I to bez większych problemów. To prawda, że z daleka wygląda na ciężki orzech do zgryzienia, ale stojąc u jego stóp można wyluzować. Uff, komin jest porządnie urzeźbiony, z boku ciągnie się łańcuch, widać nawet jakieś klamry. Bułka z masłem dla tego, kto nie boi się stromych ścian. Komin pod Czarnym Mniszkiem Trochę trzeba się pogimnastykować, ale taka forma mi odpowiada. 😀 Czarny Mniszek Powyżej komina Orla znowu zwalnia i bez żadnych problemów wyprowadza na Zadni Granat. Panorama z najwyższego z Granatów jakoś szczególnie nie chwyciła mnie za serce, więc szybko skierowałam się na sąsiedni Pośredni Granat. Zadni Granat widziany z Pośredniego Tam w końcu czaił się dreszczyk emocji, bowiem ścieżka kluczy granią wśród skał wymuszając czujność i używanie wszystkim czterech łap. I to mi się właśnie podobało. Tak sobie wyobrażałam Orlą Perć, a nie jakieś pitu pitu i trawersowanie chodnikiem Czarnych Ścian. Zejście z Pośredniego Granatu W końcu dotarłam do słynnej – mrożącej krew w żyłach i gotującej największym twardzielom jaja na miękko – szczeliny. Co niektórzy ludzie za głupoty na Internetach wypisują… Przepaść tam ponoć ziele okrutna, przejść się po ludzku nie da i co w ogóle TPN wyprawia, że dopuszcza tam ruch turystyczny, skoro po łańcuchu może przejść co jedynie linoskoczek. Nie tylko da się przejść po ludzku, ale i z palcem w nosie obejść, więc nie mogłam się nadziwić skąd te krwiożercze historie na temat jednej, niewinnej szczeliny w skale. Jako że dzierżyłam aparat, to od razu skierowałam się do obejścia, by zrobić lansiarską fotę, zatytułowaną: „Krok nad przepaścią”. Pstryknęłam, poszłam dalej i za chwilę dotarło do mnie rozpaczliwe: „A ja?!? Ja też chcę przejść to owiane sławą miejsce”! Cofnęłam się obejściem i stanęłam przed wyzwaniem. Fakt, w pierwszej chwili poczułam się nieswojo. „A jak noga mi się obsunie i wpadnie do szczeliny? Toć idzie ją złamać, albo cnotę stracić w nadmiernym rozkroku…” 😉 Kronika TOPR-u milczała o tego typu konsekwencjach zatem szybko odgoniłam głupoty z głowy i dałam wielkiego susa. I już. „Szparra” 😉 Krótkie skalne podejście wyprowadza na Skrajny Granat. Moim zdaniem tam jest widokowo najfajniej ze wszystkich Granatów, a to za sprawą nietuzinkowego widoku na ścianę Pośredniego z linią Orlej Perci w tle. Widok ze Skrajnego na Pośredni Granat i grań Orlej Perci Żołta Turnia Jako że na Skrajnym Granacie kończyłam pierwszy etap wędrówki Orlą Percią, to pozostało mi zejście żółtym szlakiem nad Czarny Staw Gąsienicowy. Zejście to niezmiennie kojarzy mi się ze słowem UPIERDLIWY, a owa upierdliwość wynika z niezliczonej ilości drobnicy zalegającej zwłaszcza górne partie ścieżki. Tam jest oczywiście dość stromo (no bo jakby inaczej) i kiedy dodać do tego osuwający się pod butami rumosz skalny, to równanie pokazuje oczywisty wynik. Kolana podczas takiego zejścia dostają w kość, a na usta cisną się te mniej eleganckie słowa. Tu już w przyzwoitym terenie. Widoki na Czarny Staw Gąsienicowy są przyjemne, ale już chciałoby się dobić do brzegu. Mniej więcej w połowie drogi ścieżka robi się stabilna, a pod nogami dominują kamienne stopnie. Człowiek może w końcu puścić zwieracze, ostudzić emocje i delektować się wizją zimnego piwka w bliskim już Murowańcu. Czarny Staw Gąsienicowy A tu Zmarzły Staw, na wysokości Taterników. Właśnie wtedy dał się słyszeć warkot nadlatującego śmigłowca. Sokół przefrunął nam nad głowami i skierował się ku Orlej Perci, którą dopiero co szliśmy… Dziwne myśli kłębią się wtedy w łepetynie. Kurde, ja z taką łatwością przeszłam ten odcinek, a ktoś inny ma kłopoty… Może ktoś zleciał ze skały, może pośliznął się i doznał tylko kontuzji, może ktoś zasłabł? Na takie pytania nikt nie odpowie, pozostaje warkot śmigła, który przeszywa ciszę i przyprawia o gęsią skórkę. Sokół i Giewont Dopiero Kronika TOPR-u wyjaśniła co się wtedy wydarzyło: „Po godz. 15-tej do TOPR dotarła informacja, że idący Żlebem Kulczyńskiego 37-letni turysta z Łodzi we mgle pomylił drogę i wszedł w Rysę Zaruskiego. Doszedł do miejsca skąd nie ma drogi odwrotu. Prosi o pomoc. W tamten rejon ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w pobliżu oczekującego na pomoc turysty, założono mu trójkąty ewakuacyjny, w którym został windą wciągnięty na pokład śmigłowca i przetransportowany do Zakopanego.” Na szczęści facet nie forsował zejścia, przypadkiem zapuścił się w zbyt trudny teren i zrobił co należało – zadzwonił po pomoc. Dzięki temu skończyło się tylko na strachu. W takim nieco refleksyjnym nastroju dotarłam na Halę, a wkrótce potem do Kuźnic. Tego dnia dosadnie dotarło do mojej łepetyny, że góry to nie przelewki i nawet w pozornie łatwym terenie może przytrafić się kuku. Każdemu. Ktoś przygotowany może pobłądzić we mgle, ktoś sprawny fizycznie może zjechać się wraz z ruchomym kamlotem, jeszcze inny pośliznąć się na oblodzeniu. Różne wypadki chodzą po ludziach, oby było ich jak najmniej. Granaty znad Czarnego Stawu Gąsienicowego Reasumując, okiełznywanie Orlej Perci warto zacząć od jej najłatwiejszego odcinka, tj. od Koziego do Granatów. Mnie osobiście było tam całkiem łatwo, ale przypomnę, że nie paraliżują mnie strome i eksponowane miejsca, a i warunki miałam porządne. Brakowało mi troszkę wędrówki ścisłą granią, bo czerwony szlak najczęściej trawersuje zbocza, za to kilka razy wyprowadza na kapitalne miejsca widokowe. PO TOPOGRAFICZNE SZCZEGÓŁY I OPIS ORLEJ PERCI ODSYŁAM TUTAJ: Kozi Wierch – Zadni Granat Zadni Granat – Pośredni Granat – Skrajny Granat NAJFAJNIEJSZE MIEJSCA NA OPISANYM ODCINKU ORLEJ: Kozi Wierch – wierzchołek dysponuje absolutnie fenomenalną panoramą. Przełęczka nad Buczynową Dolinką – zejście z Przełączki jest niewygodne i upierdliwe, ale sam widok na nią jest zajebiaszczy. Komin pod Czarnym Mniszkiem – idealne miejsce na lansiarskie foty w skale. Zejście z Pośredniego Granatu – dla mnie taki pierwszy graniowy odcinek perci, krótki bo nie długi, ale zawsze coś. Skrajny Granat – przepyszne widoki, zwłaszcza na Orlą Perć. MIEJSCA MOGĄCE PRZYSPORZYĆ WIĘCEJ ZACHODU: Zejście Żlebem Kulczyńskiego – stromo, bywa ślisko, spod nóg usuwa się piarg, przy potknięciu można nieprzyjemnie się sturlać i poważnie poobijać. Rejon Granatów (zwłaszcza Pośredniego i Skrajnego) – nie licząc jednej mały klamry i łańcucha nad szczeliną jest to teren pozbawiony sztucznych ułatwień, miejscami stromy. Przy chmurach i słabej widoczności można stracić orientację, także trzeba uważnie obserwować oznaczenia. Liczę na to, że nie pojawią się głupie komentarze w stylu: „Z tego tekstu wynika, że Orla to łatwy szlak i zachęcisz mnóstwo osób, które nie będą przygotowane na takie wyzwanie. A potem biedni ratownicy będą ryzykować życie, by ściągać tych delikwentów z grani, a jak komuś się coś stanie, to ty będziesz mieć ich na sumieniu!” Tak jak napisałam we wstępie, dokładny opis szlaku zawarłam artykule „Orla Perć”. W tej relacji skupiłam się na moich (i tylko moich!) doświadczeniach oraz przeżyciach. Wszelkie próby rozwleczenia tego na ogół turystów są imbecylne, bowiem każdy chodzi po górach na własną odpowiedzialność. Każdy ma inne doświadczenie w kwestii obycia ze skałą i ekspozycją, ponoć też rozum, więc niech sam podejmuje decyzje na co go stać podczas górskiej wycieczki. Amen. Pozdrawiam, Madzia / Wieczna Tułaczka *** Tu też jest fajnie: Facebook Instagram
Masyw Granatów góruje dumnie ponad Halą Gąsienicową, wzbija się niebotycznie znad Czarnego Stawu. Zamyka część Orlej Perci widzianej z Hali, Orla bowiem za Granatami nieco zakręca i chowa się za Żółtą Turnią. Od strony Pięciu Stawów Granaty już nieco "giną w tłumie", ale nic to. Piękne i wyniosłe to szczyty. Granaty ponad Buczynową Dolinką widziane z Piątki Granatów jest trzy - patrząc od lewej z Hali lub znad Czarnego Stawu Gąsienicowego pierwszy jest Skrajny, w środku (jak nazwa wskazuje) Pośredni, a jakby nieco z tyłu chowa się Zadni. Zadni Granat choć zawsze wydaje mi się być najniższym - jest w rzeczywistości najwyższy. Jednak różnice pomiędzy wysokością wierzchołków nie są znaczne: Zadni ma 6 metrów "przewagi" nad Pośrednim, a ten z kolei 9 nad Skrajnym. Zadni Granat (2240 m Pośredni Granat (2234 m), Skrajny Granat (2225 m) Hala Gąsienicowa zzoomowane Granaty widziane znad Czarnego Stawu Gąsienicowego Granaty da się ugryźć turystycznie z dołu (czyli nie z żadnej ze stron Orlej Perci) na dwa sposoby: - szlakiem zielonym znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Zadni Granat, stamtąd granią przez Pośredni do Skrajnego i w dół żółtym - szlakiem żółtym znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Skrajny Granat, stamtąd granią przez Pośredni na Zadni i w dół zielonym - i to jest zwykle bardziej polecana opcja dla idących tam po raz pierwszy i ociupinkę zalęknionych. Granaty widziane z Orlej Perci (okolice trawersu Orlej Baszty) - - na pierwszym planie (najbardziej po prawo) Skrajny Wycieczka na Granaty bywa polecana jako dobra trasa na zapoznanie się ze specyfiką szlaku, jakim jest Orla Perć (bowiem przez czubki Granatów przebiega właśnie czerwone malowanie znaczące Orlą). Według mnie, jest to istotnie dobry pomysł, z paru powodów: - Same Granaty stanowią maleńki fragment OP, przechodzi się je szybko i jeśli nie podoba nam się to, co tam zastajemy, to w każdej chwili możemy zawrócić (w odróżnieniu od odcinka Zawrat-Kozi Wierch, który jest jednokierunkowy, albo od odcinka Krzyżne-Skrajny Granat, który choć dwukierunkowy, ale jest dosyć długi bez szlaku zejściowego gdzieś po drodze) - Granaty należą do odcinka Orlej Perci uznawanego za najłatwiejszy (umownie wyróżnia się 3 części: 1) Zawrat-Kozi Wierch; 2) Kozi Wierch-Skrajny Granat; 3) Skrajny Granat-Krzyżne) - Wędrując wierzchołkami Granatów mamy do czynienia z relatywnie niewielkimi trudnościami ale znajdującymi się bardzo wysoko i wystawionymi na sporą ekspozycję - możemy więc przekonać się co do własnej reakcji na poruszanie się w wysokogórskim i przepaścistym - ale dosyć łatwym - terenie. Jeśli okaże się, że wypełnienie naszych kończyn nie zamienia nam się nagle w watę i nie kręci nam się w głowie - to oznacza, że pewnie damy sobie radę i z czymś nieco trudniejszym. - To bardzo ciekawa i obfitująca w piękne widoki wycieczka. widok z okolic Zadniego Granatu Szlaki dojściowe/zejściowe: * żółty na Skrajny Granat - znad Czarnego Stawu Gąsienicowego początkowo niebieskim wzdłuż brzegu, następnie już żółtym pod górę wśród kosodrzewiny (która gdzieś tam wyżej oczywiście się kończy). początek żółtego szlaku (ujęcie panoramiczne) Najpierw po prostu mozolnie po skalnych stopniach, potem nieco stromo, na końcu dość ciekawie. Po drodze jeden łańcuch - przy suchej skale niespecjalnie potrzebny (choć raz na jakiś czas zdarza się, że ktoś stamtąd leci...). Końcówka, jak już napisałam, nieco ciekawa, przydają się łapki. Fragment z łańcuchem (foto przedstawia osoby schodzące) Lekkie trudności, coś więcej niż spacer, ale do ogarnięcia dla sprawnego turysty. Polecany raczej do wchodzenia niż schodzenia, ponieważ wszelkie ewentualne trudności - także te zaskakujące nas - łatwiej pokonywać jest pod górę niż w dół. W zejściu dość upierdliwy ze względu na stromiznę w górnych partiach. I małe kamyczki. Przy upadku można się sturlać. * zielony na Zadni Granat - początkowo też wzdłuż Stawu niebieskim szlakiem tylko dalej, kawalątek żółtym obok Zmarzłego Stawu (ładne miejsce) i wreszcie docieramy do zielonego oznakowania. Zdecydowanie łatwiejszy, mniej stromy, bezpieczniejszy od żółtego na Skrajny - dlatego też bardziej polecany do schodzenia. Trudności raczej brak ALE - miliardy małych kamyczków usuwających się spod butów, co bywa podczas zejścia denerwujące (i bolesne przy skutecznym poślizgu). Plus jest taki, że tam raczej nie ma gdzie spaść. Mimo wszystko - ze względu na mniejszą stromiznę lepiej/łatwiej/bezpieczniej jest schodzić tym właśnie - czyli to, co pomiędzy Skrajnym a Zadnim: Wariant kierunku - od Skrajnego do Zadniego: Granat Pośredni widziany ze Skrajnego Jeśli zaczynamy przygodę z Granatami od Skrajnego i jest to nasz "pierwszy raz gdzieś na OP" - to, co zastajemy na górze robi na nas zapewne niemałe wrażenie. Oczywiście Zadni też oferuje fajne wysokogórskie widoki, bliskość i wyniosłość Koziego Wierchu i tak dalej. Chodzi mi jednak o otoczenie i o to, na co patrzymy, wiedząc, że czeka nas lada moment. Otóż stojąc na Skrajnym i patrząc na podejście na Pośredni (jeśli jesteśmy tam po raz pierwszy) widzimy sieczkę, coś, co przeszło przez maszynkę do mięsa, a czym podobno wiedzie szlak, zwałowisko kamieni. Dość strome i lufiaste zwałowisko. Oczywiście, jak to zwykle (choć zapewne nie zawsze) w górach bywa - nie jest tam tak strasznie, jak to się w pierwszej chwili może wydawać. Ale po kolei. Raczej bezproblemowe zejście ze Skrajnego przy zachowaniu pewnej ostrożności do Skrajnej Sieczkowej Przełączki. Z niej opada ku Dolinie Gąsienicowej okryty ponurą sławą Żleb Drege'a. Tam też właśnie znajduje się niemniej osławiona szczelina. Łańcuch wiszący nad słynną szczeliną Szczelina ma szerokość hmm rozpiętości średnio długich ludzkich nóg ;). Zwęża się ku dołowi. Nad nią rozpięty jest łańcuch, aby pokonywanie jej było bezpieczne. Stanowi trudność... głównie psychologiczną. No i informacja istotna dla tych, co się jej boją - można ją łatwo i bezpiecznie obejść dołem. Nie trzeba nigdzie odchodzić, szukać żadnych ścieżek. Tuż przy szczelinie skałki po prawej stronie od niej (idąc od Skrajnego) sprowadzają wygodnie jakieś dwa metry niżej. Stamtąd właśnie robione są wszystkie zdjęcia rozkraczonych osób, jakich pełno jest w internecie. No dobra, do rzeczy - skoro zlazło się w dół, to trzeba i wyleźć na górę. Tu lekka trudność, bo trzeba wyciągnąć się na głaz kończący się jak dla mnie gdzieś na wysokości żeber. I szczelinka ominięta. Przy omijaniu jej w drodze w odwrotnym kierunku jest nawet łatwiej, bo nie trzeba podciągać się, a trochę opuścić. Szczelinę da się ominąć, skądś w końcu robione są zdjęcia takie, jak to powyższe :). Gdy szczelina już za nami, musimy podejść na Pośredni Granat. Udział rąk - nieoceniony, czasem w celu podciągnięcia się, czasem dla asekuracji. Lufiasto. Trudności... hmmm... raczej mimo wszystko niewielkie, ogólnie sprawny człowiek nie powinien mieć tu żadnych problemów. Te mogą być związane natomiast z zaakceptowaniem przepaścistości otoczenia. Niewesoło może zrobić się przy gorszej pogodzie. Według mnie najbardziej wymagający i najniebezpieczniejszy fragment trasy (przy pokonywaniu w obie strony). Przejście pomiędzy Pośrednim a Zadnim już spokojniejsze. Ale wciąż z rozwagą bo tuż obok ścieżki strome trawniki. Widok na Zadni Granat z Pośredniego Widoki z Zadniego: W odwrotnym kierunku - moje prywatne wrażenie jest takie, że trudności samej grani, gdy pokonujemy ją z Zadniego po Skrajny są podobne. Po prostu najtrudniejszy odcinek robimy w dół zamiast w górę (zejście z Pośredniego w kierunku Skrajnego). Przejście pomiędzy Zadnim a Pośrednim Zejście z Pośredniego w stronę Skrajnego Widok na Skrajny Granat Co dalej? No dobrze, załóżmy, że przewędrowaliśmy Granaty, stoimy na ostatnim z nich, pogoda jest dobra, przed nami kawał dnia do zmroku, czujemy się dobrze, no i całkiem podobało nam się to, czego tu wysoko doświadczyliśmy. Czy możemy pójść dalej Orlą Percią? Jeśli znajdujemy się na zadnim Granacie, to przed nami relatywnie łatwy odcinek OP. W dużej mierze nawet nudny. Stąd aż do Koziego Wierchu można wyróżnić tylko dwa trudniejsze miejsca, poza nimi trasa ta to właściwie wysokogórski spacer zakończony niezbyt trudnym podejściem na Kozi. Miejsce pierwsze: Kominek pod Czarnym Mniszkiem, pokonywany w tym wariancie w dół. Kominek jest naprawdę spory i stromy, może sprawić kłopoty w zejściu. Przechodzenie go ułatwione jest łańcuchami. Pocieszenie jest takie, że znajduje się on dość niedaleko od Zadniego Granatu, więc gdyby schodzenie nim przerosło nasze możliwości - możemy się bez większego żalu wrócić. Miejsce numer dwa: fragment Żlebu Kulczyńskiego - idąc w stronę Koziego Wierchu pokonujemy go pod górę. W żlebie krucho i niepewnie, ale pod górę moim skromnym zdaniem na tym konkretnym fragmencie - raczej łatwo (zdecydowanie gorzej w dół). Stamtąd nużące rypanie po płaskim, a po pewnym czasie podejście na Kozi - pod koniec z użyciem kończyn górnych, ale bez szału. Moim zdaniem warto spróbować. Widoki z Koziego na cały świat :). Ze szczytu dość łatwe zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Jeśli natomiast stoimy na Granacie Skrajnym i chodzi nam po głowie dalsze dreptanie po Orlej - tu sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i wymagająca większego namysłu. Do Przełęczy Krzyżne stąd spory kawałek, trudności też niemało. Ze dwa czy trzy kominki do zejścia, bardzo mocno eksponowane wąskie ścieżki, dużo kruszyzny. Jeśli nie czujemy się pewnie, to dajmy sobie spokój. Zawsze trzeba zwracać uwagę na pogodę i czas pozostały do zmroku. Także na to, którędy będziemy schodzić i ile to zejście nam zajmie. Na koniec parę różnych fotek: Granaty nad Czarnym Stawem Gąsienicowym Skrajny Granat widziany z Doliny Pańszczycy Skrajny widziany z okolic Orlej Baszty w lewej części zdjęcia widoczny zygzak - zielony szlak z Zadniego Granatu (widok z okolic Koziego Wierchu) gdzieś na Granatach... Starałam się pisać to, co wiem na pewno i podzielić własnymi refleksjami. Mogłam się rypnąć gdzieś w opisie zdjęć, bo niektóre z nich pochodzą nawet sprzed czterech lat (choć raczej byłam ostrożna). Gdyby jednak ktoś wyłapał jakiś błąd - proszę o info. Aha, oczywiście wszyściuteńko, co napisane powyżej - odnosi się do lata. Zimą (albo inną porą roku, gdy zalega śnieg i lód) Granaty to już zupełnie inna bajka...
Szlak na Granaty z Doliny Gąsienicowej to bardzo widokowa trasa z genialną panoramą na Czarny Staw Gąsienicowy. O Orlej Perci marzy każdy tatromaniak. Ten szlak jest pełen zaskakujących widoków, choć nie należy do najłatwiejszych. Jednym z pierwszych odcinków na jaki warto się wybrać jest właśnie szlak na Granaty. To trzy potężne wierzchołki, które możemy zdobyć bez większych problemów i dodatkowych zabezpieczeń. Podpowiadamy zatem jak się przygotować do wypadu oraz jak bezpiecznie przejść trasę. Standardowo wypad na Orlą Perć zaczynamy z Kuźnic. Tutaj zostawiamy samochód na ostatnim z płatnych parkingów na ulicy Przewodników Tatrzańskich. Dalej ruszamy pieszo chodnikiem wzdłuż drogi, to około 1,5 km spaceru aż do wejścia na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. Samochód można również zostawić w centrum Zakopanego, a do Kuźnic podjechać busem lub taksówką, wybór należy już do Ciebie. My wybraliśmy szlak, który bardzo polecamy: Kuźnice – Dolina Jaworzynki – Dolina Gąsienicowa – Czarny Staw Gąsienicowy – Skrajny Granat – Pośredni Granat – Zadni Granat – Kozia Dolinka – Zmarzły Staw – Dolina Gąsienicowa – Boczań – Kuźnice. Szlak do doliny Gąsienicowej o poranku jest wyjątkowo pusty, a wschodzące słońce pięknie oświetla szczyty Orlej Perci. Szlak na Granaty z Kuźnic – Dolina Jaworzynki Z Kuźnic ruszamy żółtym szlakiem przez dolinę Jaworzynka. To piękny i długi wąwóz otoczony przez wysokie i zalesione wzgórza wapiennych tatrzańskich szczytów. Swoją nazwę zawdzięcza rosnącym tutaj kiedyś jaworom. Początek szlaku nie jest zbyt wymagający, a o poranku możemy oglądać piękny spektakl gdy zamglona dolina budzi się do życia. Dodatkowo już po kilkuset metrach spaceru docieramy na polanę Jaworzynka, na niej możemy zobaczyć kilka drewnianych szałasów pasterskich. Przez dolinę po większych opadach płynie potoczek Jaworzynka, jednak zazwyczaj jego koryto jest puste, gdyż dolina ma swoje podziemne odwodnienie. Dlatego też nie usłyszymy tu szumu górskiego potoku, a sama dolina jest bardzo cicha. Przed laty można tu było spotkać liczne sztolnie kopalni rud żelaza, po których pozostały do dziś widoczne ślady. Co ciekawe w dolinie jeszcze w 1920 roku można było bić rekordy na skoczni narciarskiej. Na polanie Jaworzynka możemy zobaczyć kilka drewnianych szałasów pasterskich. A jak wygląda szlak na Halę Gąsienicową z Kuźnic przez Boczań? Zobaczy opis wyprawy na Świnicę. Z Kuźnic na Halę Gąsienicową i Czarny Staw Gąsienicowy Po około 2 godzinach spaceru przez dolinę Jaworzynki oraz krótkiej wspinaczce po ułożonych skalnych stopniach, docieramy do przełęczy między Kopami. To jeden z pierwszych punktów widokowych na naszej trasie. Dalej czeka nas 20 minut przyjemnego spaceru na Halę Gąsienicową. Latem dolina pięknie kwitnie na fioletowo za sprawą wierzbówki kiprzycy. Warto dotrzeć na halę wczesnym rankiem, kiedy nie ma jeszcze tłumów turystów. Wierzbówka kiprzyca kwitnie na przełomie lipca i sierpnia, przyozdabia przy tym pięknie całą halę Gąsienicową. Oprócz tego zobaczymy tutaj kilka małych drewnianych chatek i szałasów. W dolinie Gąsienicowej mamy okazję odpocząć chwilę w schronisku Murowaniec. Przed podejściem na szlak na Granaty koniecznie trzeba się nieco posilić, uzupełnić zapasy wody i nabrać energii. Ze schroniska ruszamy niebieskim szlakiem nad Czarny Staw Gąsienicowy. To kolejna godzinka przyjemnego spaceru wśród zielonych kosodrzewin, szumiącego potoku Gąsienicowego oraz strzelistych szczytów Orlej Perci i Kościelca. Z doliny Gąsienicowej o poranku mamy piękną panoramę szczytów Orlej Perci oraz Granatów, na które zmierzamy. Spod Czarnego Stawu Gąsienicowego kierujemy się na żółty szlak na Skrajny Granat. Zdecydowanie polecamy wejście na Granaty od tej strony. Początkowo zaczynamy dość ostre podejście po ułożonych skalnych zakosach. Im wychodzimy wyżej, tym mamy piękniejszy widok na błyszczący w dolinie staw. Cały szlak na Zadni Granat zajmuje około 2 godziny. Po pewnym czasie wchodzimy w trudniejszy teren skalny i tu już musimy wspomagać się trochę rękami. Później docieramy do pierwszego łańcucha. Przewyższenia są coraz większe, a widoki bardziej zachwycające. Dlaczego warto wybrać ten wariant szlaku na podejście? Jest sporo utrudnień, które zdecydowanie łatwiej pokonać nam gdy idziemy w górę. Zejście po skałach na tym odcinku szlaku może sprawić nam nieco więcej trudności. Czarny Staw Gąsienicowy to malownicze jezioro o krystalicznej wodzie, tuż nad nim góruje wysoki szczyt Kościelca. Pierwszy z łańcuchów na szlaku na Granaty mamy do pokonania nad skalnym osuwiskiem. Granaty – Orla Perć Po około 6 godzinach trasy z przerwami na odpoczynek, docieramy na Skrajny Granat 2225 m Niestety pogoda w górach jest czasami bardzo dynamiczna i nieprzewidywalna. Dlatego pomimo, że Dolina Gąsienicowa przywitała nas pięknym słońcem i cudownymi widokami, to jednak Orla Perć zatopiła się w chmurach. Trzeba przyznać, że wędrówka w takich warunkach była ciekawym doświadczeniem. Wiatr przeganiał chmury i co chwila odsłaniał strzeliste granie tatrzańskich szczytów. Pomimo, że większych widoków nie dane nam było zobaczyć, to jednak dzięki temu sama wspinaczka jest dla nas łatwiejsza, gdy nie mamy pod nogami widoku na przepaść. Orla Perć prowadzi przez trzy wierzchołki Granatów, na tym odcinku szlaku musimy się wspinać wśród bloków skalnych. Skrajny Granat – Pośredni Granat – Zadni Granat Skrajny Granat jest najniższym z 3 wierzchołków i w sumie łatwo można go zdobyć. Szlak na Pośredni Granat zajmuje około 20 minut. Po drodze mijamy słynny Żleb Drège’a. Na początku żleb opada łagodnie w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego, jednak po kilkuset metrach urywa się nad pionowym skalnym kominem. Żleb jest pułapką bez wyjścia dla turystów, którzy podczas złej pogody zgubią szlak. Zejście ze żlebu możliwie jest tylko na linie, a powrót do góry jest praktycznie niemożliwy. Żleb pochłonął już wiele ofiar śmiertelnych. Pierwszą z nich był młody turysta Jan Drège’a, który 22 sierpnia 1911 zginął w nim jako pierwszy. Żleb Drège’a rozciąga się pomiędzy Skrajnym i pośrednim Granatem, ta z pozoru wygodna trasa kończy się potężnym skalnym urwiskiem. To jedno ze słynniejszych miejsc na Granatach, czyli szczelina z łańcuchem nad przepaścią. Ten odcinek możemy obejść również szlakiem poniżej. Dalej na szlaku mamy do pokonania słynną szczelinę nad przepaścią. Żeby ją pokonać trzeba zrobić spory krok nad przepaścią. Jednak można się też wspomóc łańcuchem, albo obejść szczelinę szlakiem od dołu. To z pewnością dobre miejsce na efektowne zdjęcie. Dalej podejście na Pośredni Granat 2234 m jest nieco bardziej wymagające. Trzeba się trochę powspinać po skałach i musimy wspomagać się rękami, jest tu tylko parę łańcuchów, którymi możemy się wspomóc. Dalej na Zadni Granat szlak kieruje nas ostro w dół po stromej skale. Potem zboczem szczytu wchodzimy na grań i zdobywamy już najwyższy z trzech Granatów, czyli Zadni Granat 2240 m Przejście szlaku Granatów na Orlej Perci zajęło nam około 35 minut. Na podejściu na Zadni Granat musimy zejść po skalnej trasie nieco w dół, później czeka nas ostatnia wspinaczka na szczyt. Szlak z Granatów – bezpieczne zejście do Koziej Dolinki Po pokonaniu dość wymagającego szlaku na Granaty i prawie 7 godzinach w nogach mamy dość przyjemne, bezpieczne i mało wymagające zejście zielonym szlakiem do Koziej Dolinki. Zielony szlak to wygodne kamienne schody, które dają nam więcej luzu i swobody podczas zejścia. Po 50 minutach docieramy do Koziej Dolinki i wpadamy na żółty szlak w kierunku Zmarzłego Stawu. W przeciwnym kierunku doszlibyśmy nim na Zawrat. Zmarzły Staw Gąsienicowy to malutkie jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Z reguły przez większość roku jest zamarznięty, ale odmarza zwykle w czerwcu. A ponownie pokrywa go lód we wrześniu lub październiku. Chwila odpoczynku w tym miejscu to obowiązkowy punkt. Klimatu dodaje wpadający do stawu szumiący potok, który tworzy też malutki wodospad. Na szlaku Granatów mamy kilka łańcuchów, którymi możemy się wspomóc podczas wspinaczki. Powrót z Granatów Spod Zmarzłego Stawu kierujemy się niebieskim szlakiem z powrotem na Czarny Staw Gąsienicowy, który po południu robi się już bardzo zatłoczony. Po godzinie docieramy również do schroniska Murowaniec. Natomiast do Kuźnic z Doliny Gąsienicowej nie musimy wracać tą samą drogą. Tutaj warto ruszyć widokowym szlakiem przez Boczań. Po ponad 20 kilometrach doceniamy to łagodne zejście bez schodów. Zejście z Granatów zajmuje łącznie około 5 godzin z krótkimi przerwami. Zmarzły Staw Gąsienicowy przez większość roku pokrywa lód. Staw odmarza zazwyczaj w czerwcu na 3-4 miesiące. Podczas wędrówki na Granaty możemy dopatrzeć się pasjonatów wspinaczki, którzy zdobywają skalne granie. Szlak na Granaty liczy łącznie 21 kilometrów, na jego pokonanie w dwie strony potrzebujemy przynajmniej 11 godzin. To trasa dla ambitnych górocholików. Na pewno wybierając się na szlak na Granaty musimy się dobrze przygotować kondycyjnie i nie możemy się bać wysokości. Przewyższenia są duże, przepaście robią spore wrażenie, a szlak w niektórych momentach wymaga od nas większej sprawności fizycznej. Jednak nie należy się też go obawiać, bo śmiało możemy ruszać na ten odcinek Orlej Perci bez uprzęży i dodatkowych zabezpieczeń. Na tym etapie nie ma zbyt wiele łańcuchów, do których można się wpiąć. Orla Perć to szlak, który zasługuje na respekt. Pamiętaj, żeby przed wyjściem w góry sprawdzić pogodę, a w razie jej załamania zawrócić ze szlaku, bo przecież one na Ciebie na pewno poczekają. Wyrusz na szlak wczesnym rankiem, tak żeby w południe już opuszczać szlaki, unikniesz wtedy dużych tłumów turystów. Plan Wypadu na Granaty Dojazd: najwygodniej tu dotrzeć własnym samochodem lub busem z Zakopanego Parking: płatne parkingi na ul. Strążyska i Przewodników Tatrzańskich (najbliżej Kuźnic) Bilety Wstępu: Wstęp na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego – 7 zł/os bilet normalny, 3,50 zł/os bilet ulgowy Czas przejścia szlaku na Granaty: 10 -11 godz. Dystans: 21 km trasa w dwie strony, poziom trudności – trasa trudna, dostępna dla wprawionych